Jaki był Yoshi?

Moja wspaniała Małżonka raczyła napisać co nieco o tym, jak mały Yoshi zniósł podróż z miejsca, w którym się urodził, do naszego mieszkania i o pierwszej nocy szczeniaka w obcym dla niego miejscu. Może warto także pokrótce opowiedzieć o pierwszych tygodniach i miesiącach Yoshiego w nowym domu, bo był to dla nas czas w pewnym sensie nietypowy.

Przed przyjęciem pod swój dach szczenięcia dużo czytaliśmy o obowiązkach właściciela młodego psa oraz o zagrożeniach czyhających zarówno na ludzi jak i na czworonoga próbujących egzystować w jednej i tej samej przestrzeni. Strony internetowe, książki, poradniki grzmiały: usunąć z podłogi wszystkie kable, usunąć z zasięgu psiej mordki wszelkie przedmioty, które są dla nas cenne lub - pogryzione - mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia psa, wysoko trzymać chemię gospodarczą i tak dalej. Wiele porad odrzuciliśmy, uważając za mało cenne i nieco przesadzone, lecz te wymienione wyżej i im podobne uznaliśmy za dość logiczne. Siłą rzeczy nie chcieliśmy, aby mały Yoshi podłączył się do prądu albo pożarł trującą roślinę doniczkową. Mieliśmy wielkie ambicje, chcieliśmy solidnie przemeblować naszą graciarnię, aby stworzyć nowemu członkowi rodziny najlepsze z możliwych warunki do życia i zabawy, lecz w życiu rzadko cokolwiek układa się zgodnie z planem. Okazja zakupu Yoshiego trafiła się szybciej niż tego oczekiwaliśmy, przez co psiak zamieszkał w domu pełnym kabli i rozmaitych szpargałów zalegających na podłodze. Oczywiście mówiliśmy sobie, że no cóż, trudno, trzeba będzie na szczeniaka bardzo uważać i jak najszybciej niezbędne porządki oraz przemeblowania przeprowadzić. Gdy jednak zaczęliśmy poznawać naszą futrzastą pociechę, ogromne ambicje oraz zapał do pracy nad kształtem przestrzeni życiowej szybko z nas wyparowały, okazało się bowiem, że szczeniak nie zamierza gryźć przewodów ani niszczyć sprzętów domowych czy nisko trzymanych rzeczy.

Oj, chyba mi się "omskło"!
Pierwsze tygodnie i miesiące życia w mieszkaniu Yoshi spędził, bawiąc się swoimi zabawkami, jedząc to, co psy jeść powinny, i nie interesując się zanadto ludzkimi rupieciami. Kilka razy próbował niemrawo pogryzać kanapę, czasami przychodziło mu do głowy, że świetnym pomysłem byłoby potraktowanie pościeli czy koca niczym ścierki do szarpania, lecz poza dosłownie kilkoma lub kilkunastoma razami, kiedy musiałem rozbrykanego koleżkę skarcić, nie mieliśmy problemów, o jakich często opowiadają wieloletni i doświadczeni właściciele psów cieszący się z faktu, że ich pupil jest już dorosły i nie muszą wojować z żywiołem, jakim potrafi być puchaty szczeniaczek. Przez cały okres szczenięctwa Yoshi zniszczył jeden przedmiot, którego nie powinien był dotykać - pogryzł mi kabel do ładowania telefonu. W zasadzie przegryzł go na pół, bo chciał z telefonu połączonego z komputerem zrobić zabawkę do przeciągania po dywanie. Więcej strat nie pamiętam, pies prawie zawsze wiedział, czym może się bawić, a czym nie.

No dobrze, Yoshi okazał się być szczenięciem bez zacięcia do demolowania otoczenia, ale jaki był poza tym? Pełen energii, a jednocześnie spokojny. Rzadko przeszkadzał w pracy czy domowych zajęciach. Bawił się chętnie i dużo, lecz, kiedy zaszła taka potrzeba, potrafił godzinami czekać na moment, gdy ja albo Żona moja będziemy w stanie poświęcić mu nieco więcej uwagi. Szybko nauczył się grzecznie nas oczekiwać, zostając sam w domu, równie szybko zrozumiał, że nie wolno gnębić kota i że stary kot raczej nie zapała do niego nagłą bezbrzeżną miłością. Praktycznie od pierwszych spędzonych z nami tygodni chętnie jeździł samochodem. Na początku, co oczywiste, musiałem wsadzać go do auta, ale kiedy tylko podrósł na tyle, żeby móc wspiąć się na samochodowy fotel, sam wsiadał do pojazdu. Zupełnie naturalnie i poniekąd przypadkiem, powiązaliśmy z wsiadaniem do auta komendę "hopa!", którą pies rozumie jako polecenie równoznaczne z "Yoshi! Wsiadaj!".

O czym jeszcze warto wspomnieć... Może o tym, że Yoshi nie był nigdy łapczywy. Nauczył się nie żebrać o jedzenie, nie wyjadać kociego pokarmu, który kiedyś stał poza zasięgiem psiego pyska, lecz teraz, gdyby Pan Miszcz tylko zechciał, szybko znalazłby się w psim brzuchu, bo psu się nieco urosło.


Podsumowując, nasz psiak okazał się szczenięciem marzeń, szczenięciem idealnym, złotym medalistą i mistrzem wśród szczeniąt tego świata. Wielokrotnie nie mogliśmy się nadziwić, że Yoshi okazał się być tak spokojnym i zrównoważonym psem. Byliśmy przygotowani na straty, walkę z małym psim terrorystą, a tymczasem patrzyliśmy z niedowierzaniem na psie dziecko, które nie sprawiało prawie żadnych problemów. Co jakiś czas, mając na uwadze liczne przestrogi znalezione w poradnikach na temat, jak wychowywać psa mającego dwa, trzy pięć, siedem miesięcy, powtarzaliśmy z niejakim rozbawieniem, ale nie bez lęku, zdanie padające często na forach poświęconych dyskusjom o psach: "Pies niedługo skończy X tygodni/miesięcy, teraz to już się na pewno zacznie". Dziś Yoshi ma ponad rok, my zaś wciąż czekamy, na problemy, których jak nie było, tak nie ma. Mamy świadomość, że nasz psiak nie jest jeszcze dorosły i może się zmienić, wiemy również, kiedy trzeba na niego uważać, ale ostatni rok pokazał nam, jak wspaniały, łagodny i spokojny może być szczeniak.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Skomentuj

Daily Pieseł

Theme made with by Odd Themes

© 2016 WujekP. All rights reserved.