Początek, jak to początki, był dla małego psiaka trudny. Nowe otoczenie,
nowe, nieobwąchane miejsca i... kompletna niemożność ich zbadania. Właśnie tak
- mały Yoshi został postawiony przed ciężkim wyzwaniem. Ponieważ o domu
przywieźliśmy go w czasie kwarantanny po szczepieniu, nie mogliśmy chodzić z
nim swobodnie po okolicy. Spacery ograniczały się do wyjścia przed dom,
zrobienia kupy (bo trudnej sztuki powiadamiania wcześniej o nadciągającym
sikaniu nie opanowaliśmy przez dłuższy czas, choć trzeba przyznać, że Pan
Miszcz się starał i już od drugiego dnia sikał tylko w przedpokoju, na linoleum),
powrotu i chwili zabawy. Po krótkiej drzemce mąż prowadził psiaka do samochodu
- Yoshi na szczęście nauczył się traktować auto jak naturalne przedłużenie
domu, za co jesteśmy mu niezmiernie wdzięczni - i jechał z nim do swoich
rodziców, do ogródka. A tam, niespodzianka (przynajmniej za pierwszym razem) -
dwa inne psy!
Zuźka, stara suka, którą jakiś czas temu teściowie zgarnęli z drogi, gdzie
ktoś wyrzucił ją w środku zimy, w ogóle nie toleruje zabaw, ale Srogi Wujek
Kajtuś dawał się wciągnąć na krótko w brykanie. Oj, sporo działo się w tych
pierwszych dniach. Można było biegać w kółko, skakać, łapać za ogon (to Srogi
Wujek szybko ukrócił ostrym kłapnięciem), tarmosić kulkę na sznurku... to zresztą do dziś jest bardzo popularną zabawą, a Pan Miszcz nadal nie traci nadziei, że Srogi Wujek w końcu zacznie biegać porządnie, jak pies.
Teściów Yoshi owinął sobie wokół
pal...łapy (a może ogona?) niemal z miejsca i trzeba było pilnować, żeby nie wchodził
im za bardzo na głowy. A także kontrolować ich zapędy, żeby pies się całkiem nie rozwłóczył. W końcu jednak udało się wypracować zestaw zasad znośny dla
wszystkich zainteresowanych.
![]() |
|
Znaczy że jak wystarczy? Przecież biegaliśmy tylko przez pięć minut...
Zresztą nie ważne, patrz, człowieku, jakiego masz poważnego psa! |
Jedynym minusem wożenia Yoshiego do ogródka było to, że mały skubaniec
bardzo szybko przyzwyczaił się, że od południa do mniej więcej szóstej po
południu może szaleć, jak mu się podoba. Po zakończeniu kwarantanny trzeba było
wyprowadzić go z błędu.

0 komentarze:
Prześlij komentarz
Skomentuj